
Garś? tekstów kabaretu Potem, dla leniwych, po prostu na skróty do Potem.

Wiadomo, ?e najwi?kszym marzeniem Cz?owieka jest lata? i nie spaś? na ryj.

Drugi twardy - Bystry jesteś. Pewnie pracujesz dla tych cholernych glin. B?dziemy musieli ci? za?atwi?.
Trzeci twardy - Sam si? za?atwi?. Gdzie tu jest toaleta?

Ona (nadchodzi wraz z kolegą) - O Staszek nie ?yje. Szkoda.
Kolega - To by? dobry ch?opak. Mia? z?ote serce i dwa srebrne z?by.
Ona - To smutna chwila. Straciliśmy przyjaciela, fachowca, sąsiada, koleg?, brata i obywatela. Jeden strza?, a sześciu nie ?yje. Dlaczego?

Kolega - Przesz?o bokiem... Z deszczem jest jak z ?yciem kiedyś si? zaczyna, kiedyś si? ko?czy, a czasem przechodzi bokiem.
Ona - Nie filozuj! Prawda jest bardziej prozaiczna Staszek nam stygnie.
Kolega - O tak. Straszna jest ostatecznoś? śmierci. Staszek jeszcze wczoraj by? wysoki, a dziś jest tylko d?ugi. Czy mo?na w to uwierzy?? Mo?na?!?
Ona - Mo?na. Spójrz Mg?a zasnu?a jego oczy, ch?ód ogarną? jego cia?o, a serce bi? przesta?o. Strona sto trzydzieści podr?cznika medycyny zgon.

Kolega - Tyle mo?liwości mia? przed sobą! Dlaczego wybra? posta? nieboszczyka?
Ona - Wydaje mi si?, ?e upraszczasz. Przecie? on nie jest posta?, tylko pole?e?...

A aaaaa ju? jest wiosna A aaaaa d?u?sze dnie A aaaaa kwiaty rosną A aaaaa g?upie, nie?
Drzewa mają pączki, w jajkach są piskl?ta, przyroda jak zwrotka niedorozwini?ta!

Policjant (bloup!) - Jak?e to? Godzi si? zaufania do w?adzy nie mie??
Ch?op - A bo ludzi bijesz za pieniądze!
Narrator - Zmarkotnia? policjant i mu si? wstyd zrobi?o, ?e nie bije ludzi za darmo...

Gandhi - Nie mog? jeś? kiedy Anglicy okupują hinduską ziemi? i piją indyjskie herbaty, a moi rodacy biją si? mi?dzy sobą. W takiej sytuacji ja i mój przewod pokarmowy mówimy NIE! Musicie za moim przewodem z?ączy? si? z narodem.

Organizuj? ma?ą uroczystoś? rodzinną. Pogrzeb. Wszystko ju? mam... tylko nieboszczyk jest za ?ywy...

Czarownica - To jest napisane w gwiazdach.
Makbet - Co?
Czarownica - ?e ci? zabije w?asnymi r?cami.
Makbet (poprawia) - R?koma!
Czarownica - W gwiazdach jest napisane r?cami. (odchodzi)

Otello (uspokojony) - Prawid?owo. Desdemono, jaka ty musisz by? ze mną szcz?śliwa.
Desdemona- Tak Otello, musz?!

Otello - Desdemona! (trzyma chusteczk? wysoko) - Co to jest?
Desdemona (przybiega i recytuje) - Tyś mi najdro?szy na świecie i wszystko czego dotkniesz to relikwia. TO JEST RELIKWIA.

Po co si? k?óci? z drugim cz?owiekiem, kiedy mo?na go zabi??

Teś? (pojawia si? w najmniej odpowiedniej chwili) - Zi?ciu! Dzie? dobry, ?e tak pozwol? sobie sk?ama?.

Hamletowa Mama (targając za ucho Hamleta) - Hamlecie, co tu le?y?!
Hamlet - Stryj mamo.
Hamletowa Mama - Kto go zabi??!
Hamlet - Ja mamo.
Hamletowa Mama - No to do jasnej cholery posprzątaj po sobie!!!

Kreon - To zdrajca! Zakazuj? go grzeba?.
Antygona - Ale obyczaj ka?e grzeba?.
Kreon - A ja zakazuj?! To moja ziemia i nie b?dzie mi w niej grzeba? ?aden obyczaj! A jak si? komu nie podoba to ajlowiu!

Kreon - Stój! Nie a? tak natychmiast! Pójdziesz pilnowa? czy ktoś nie grzebie zdrajcy. Jeśli ktoś grzebie... to masz z?apa? tą Antygon? i przyprowadzi? tu do mnie.

Kreon (do Antygony) - Grzeba?aś, co?
Antygona - Grzeba?am.

Zeus (wkurzony, z osprz?tem) - Kreonie, jam jest Zeus. Ale mnie wkurzy?eś! Trzymaj antenk?! Gdzie ja mam piorun...? Mam! (jebudu!)
Kreon (wystraszony) - O Jezu!
(!!!)
Zeus - JA CI DAM JEZU!!! JA CI DAM JEZU!!! (bije Kreona po pysku)

Odyseusz (weso?y g?os z oddali) - Niech ?yje nam rezerwa... (nagle si? pojawia na scenie ?ycia) - Jam Odyseusz mądry i m??ny, co 10 lat do domu wraca. Musia?em kolegów z wojny odprowadzi?!

Prometeusz - Na mi?y bóg! To znaczy na mnie, bo jestem mi?y! Nie drzyjcie pysków! Mam tu dla was ogie? w pude?ku. Macie! (podaje im zapa?ki)
Cz?owiek (zagląda do pude?ka) - Tu są tylko patyczki, a gdzie ogie??
Prometeusz - B?dzie! Dajcie to do r?ki dziecku.

Agamemnon - Panowie oficerowie! Troja musi upaś?! Walczymy ju? par? lat, a tu ciągle nic. Gówno - jak mawiają prości ludzie.

Baron - O, dzwoni w?aśnie inspektor do drzwi.
Inspektor - Przepraszam, ale na dworze strasznie zimno, stąd te? pozwoli?em sobie zadzwoni? z?bami.
Lady - Ale? niech si? pan czuje jak u siebie w domu.
Inspektor - Dzi?kuj?. Gdzie są, kurwa, moje kapcie?

Inspektor - Nie. Śledztwo nie potrwa d?ugo. Morderca zgubi? na miejscu zbrodni swój dowód osobisty, prawo jazdy, wizytówk? i zegarek z monogramem.
Lord - Czy to blef inspektorze?
Inspektor - Tak, ale wszystko pan zepsu?! Poprosz? zatem o ksią?k?. Nazwisko mordercy zawsze b?dzie na ko?cu ksią?ki.
Lord - Mamy tylko rozk?ad jazdy pociągów. (podaje)
Inspektor - Pociąg do Londynu odje?d?a o 18!
Lord - A która jest teraz godzina?
Inspektor - Tego nie mog? ujawni? ze wzgl?du na dobro śledztwa.
Lady - Czy pociąg do Londynu ma związek z morderstwem?
Inspektor - Zw?oki trzymają w r?ku bilet do Londynu. A poniewa? pociąg do Londynu odje?d?a bezzw?ocznie, bilet nale?y do mordercy. Baronie, niech pan poka?e odciski palców...

Profesor - Nie ma tematów osobistych! Jest nauka, nauka, nic, nic, nic, nic, pieniądze, nic, nic, nic... i coś do jedzenia!

Królewna - Wiem! Ja te? jestem brzydka... prawie jak ty. TYM BARDZIEJ APELUJ? WEŹMY ŚLUB! To nieludzkie miesza? w to jeszcze dwie niewinne osoby!

Król - Bo ten smok mnie nie lubi... Stwarza problemy socjologiczne... jest aspo?eczny! Czujesz to Dratewka?
Dratewka - Co?
Narrator i Król - Dratewka nie czu?.

Król - Jeśli wykonasz zadanie nagroda ci? za to nie minie. Dostaniesz pó? królestwa i moją córk? za ?on?.
Dratewka - Pó? królestwa... ale bez córki!

Inkasent - Prosz?... Arszenik domowej roboty. Sama robi?em.
Ksią?e (bierze od inkasenta trucizn? i spo?ywa ją wytwohrnie) - Dzi?kuj?. (wytwohrnie umiera)
Inkasent (na stronie) - Ha ha, ten arszenik by? zatruty!

Narrator - Dawno dawno temu, daleko daleko król mia? córk?. By?a bardzo ?adna i dlatego wszyscy mówili o jaka niepodobna do króla!

Czarodziej Drugi - Królewno, niech ci Bozia da du?o zdrowia, du?o pienią?ków i pi?knego m??a.
Królewna - Dzi?kuj?. A prezencik?
Czarodziej Drugi - A prezencik niech te? da ci Bozia.

Ka?dy król mia? b?azna, ?eby si? by?o z czego pośmia? po pracy. B?azny mieli dzwoneczki ?eby król nawet po ciemku móg? trafi? w pysk takiego, jak co powie politycznego. Oni króle mieli obowiązkowe zabytki w postaci koron i bere?. Nie by?o wtedy muzeów, to oni musieli te wszystkie korony i ber?a ze sobą nosi?, ?eby kto nie ukrad?. By?y to czasy kontrastów spo?ecznych, jedni mieszkali w pa?acach a inni na dworze, mówili na nich dworzanie. Potomkowie s?ynnych dworzan jeszcze dziś mieszkają na dworcach. A na zamkach mieszkali rycerze. Mo?na ich by?o pozna? po tym, ?e oni byli eleganckie dla kobiet. Zawsze ust?powali miejsca w tramwaju, bili si? o nie, która ?adniejsza - przez co kobiety nie musia?y si? fatygowa? na konkurs pi?kności. Jak si? rycerz da? posieka? tzn. ?e jego dama paskudna. A jak rycerz wygra? to dama pozwoli?a si? poca?owa? w chusteczk?.

Rycerz - Królewno, jesteś pi?kniejsza ni? wszystkie klejnoty świata.
Królewna - O rycerzu bezb??dny. I co dalej?

Stra? - Co mu zrobi??!
Królewna - No wiesz! Mnie by przez usta nie przesz?o, co masz mu skopa?!!!

Narrator - Pobrali si? mimo nadgorliwości organisty i od tej pory królewna ?y?a szcz?śliwie i d?ugo, a królewicz ?y? d?ugo.

Królewna - Ja jestem Królewna. Mam z?otą koron?, z?oty pierścionek, dziesi?? z?otych. Czekam na propozycje.

Rycerz - A wi?c ruszam w drog?! Je?eli nie wróc? za rok, to ju? nigdy nie wróc?... Wyregulujmy zegarki. U mnie jest dwunasta.
Królewna - U mnie za pi?? dwunasta!
Rycerz - To poczekajmy pi?? minut.

Srogi Tata - Nie chcia?em ci tego mówi?, ale teraz ci powiem. Bo jesteś idiotą!
Królewicz Fredek - To niedobrze, co?
Srogi Tata - Niedobrze!
Królewicz Fredek - A ja myśl?, ?e...
Srogi Tata - Fredek, prosi?em NIE OSZUKUJ OJCA!

Narrator - Pomimo stara? ojca Fredek wyrós? na fajt?ap? i wszystko inne na "faj...".

Wszyscy w rodzinie normalni ojciec normalny, dziadek normalny, pradziadek... nienormalny. Ale to przynajmniej by? wariat!

Srogi Tata - Stój! Tyle lat na to czeka?em! Przed?u?my t? chwil? szcz?ścia.
Królewicz Fredek - Ojcze, kocham ci?.
Srogi Tata - Kocham ci?, synu.
Ksi??niczka - Fredek, ja te? ci? kocham.
Królewicz Fredek - A ja kocham ciebie.
Narrator - NIEDOBRZE MI!

Panicz zapuści? z?oty gramofon
W kominku ogie? rozpali?
W oczy popatrzy? jak móg? najprościej
Marioli profil pochwali?.
On jej grywa? serenady
A ona s?ucha?a,
Ale troch? niedok?adnie,
Jedno ucho mia?a.
Wi?c królewna by?a smutna A grajek wkurzony! I na króla mówi? "świnia" I mia? racj?. Hej!

Mi?oś? jest jak mg?a. Raz jest, a raz jej nie ma.

Dyli?ans - Staruszk? wczora przeprowadzi?em przez skrzy?owanie.
Lutek - Widzia?em. Staruszka si? dar?a, bo sz?a ca?kiem w inną stron?.

Marian - Nie m?cz staruszek!
Dyli?ans - No co? Ja im pomagam! Emerytce przynios?em w?giel z piwnicy do mieszkania. Wszystko. Ca?e 4 tony.
Marian - I emerytka musia?a przeprowadzi? si? do piwnicy.
Dyli?ans - Ale teraz nosi w?giel z góry na dó?, co jest mniej m?czące.

Hania - Co to za wykr?ty! Prosz? garnitur pod?y, oczy zapadni?te, czo?o niskie... (z wyrzutem) to grzech nie napada? z takim wyglądem! JU?!!! Prosz? mnie chwyci? za szyj?!

Jacuś - Jestem z?y na siebie. Bardzo z?y na siebie. Okropnie bardzo z?y! Przez trzy dni nie zrobi?em ?adnego świ?stwa. ?adnego! Nie licz? zastrzelenia kanarka, bo to w obronie w?asnej. Czy ja si? czasem nie poprawi?em?... Bardzo si? martwi? o mnie. Ka?dy cz?owiek ma w środku świnie którą musi czasem wypuści?. Boj? si?, ?e moja świnia zdycha!!!

Hieronim - Pelargoniuuu. Zrób mi kanapk?.
Pelargonia - Jad?eś ju? dzisiaj!
Hieronim - Wyje?d?am Pelargoniu. Kanapka mi b?dzie potrzebna do podró?y. Ugotuj te? jajko. B?d? szpanowa? w przedziale.

Hieronim - Twój pies!
Marian - Co?
Hieronim - Ugryz? mnie!!!
Marian - Aaaa... mo?e pies chcia? coś przez to powiedzie??
Hieronim - Mo?e. Ale to nie?adnie mówi? z pe?ną g?bą!
Marian - Masz racj?. Poproś ?eby to odszczeka?.

Pelargonia (leniwie) - Hieronimieee! Dziś sobota. Dzie? w którym kwitnie ?ycie rodzinne. Odwiedzą nas chyba krewni.
Hieronim (leniwie) - Sobota fajny dzie?. Mo?e zabarykadujemy drzwi...?
Pelargonia - By?oby to nieuprzejme z naszej strony. Kiedy ostatnio zabarykadowaliśmy drzwi, krewni zniszczyli sobie ubranie wchodząc po piorunochronie.
Hieronim - Masz racj?. Po co mają chodzi? po piorunochronie, i tak nie zanosi si? na burz?. Czy mamy czym pocz?stowa? krewnych?
Pelargonia - Niestety, wszystko świe?e.

Dzieweczka - O, kuku?ka! Wykukaj mi kuku?ko, za ile lat wyjd? za mą?...
Drzewo kuku?kowe - Zwariowa?o dziewcz?! Zakuka?bym si? na śmier?!

Wredny typ (wpycha swój wredny nos w nie swoje sprawy) - Przepraszam, czy mam przyjemnoś? z Baba Jagą?
Baba Jola - Nie! Ja jestem Baba Jola i ze mną nie ma przyjemności. Czego szukasz w mojej chatce na kurzych ?apach?
Wredny typ (lekko zdezorientowany) - Chatka na kurzych ?apach?
Baba Jola - Nie! Ty na kurzych ?apach...

Polak (z rodowodem) - Ale sam? Czy móg?by mi ktoś pomóc?
Krakowiacy Jedni - My! (wta?cowują nagle na scen?)
Polak (z rodowodem) - A chod? no tu który!
Krakowiacy Jedni - Który?
Polak (z rodowodem) - Ten wi?kszy.
Krakowianka Jedna - A ja?
Polak (z rodowodem) - Ty jesteś za ma?a.
Krakowianka Jedna (z rozczarowaniem) - Kurde... (odchodzi nie ta?cząc)

Krakowiaczek Jeden - Pewno! Mój ojciec walczy? o Polsk?, mój dziad walczy? o Polsk? i ja te? b?d? walczy? jak dziad!

Narrator - On: pochodzi ze z?ej rodziny. Ca?a rodzina to bandyci, mordercy, z?odzieje i wujek Roman.
Ona: pochodzi z dobrej rodziny. Rodzice są porządnymi lud?mi, a brat stró?em porządku.

Jim - Oj, radz? ci nie dra?ni? mnie! Ani nie dokarmia?. Jestem Krwawy Jim Ogrodnik!
Helga - Dlaczego krwawy?
Jim - Bo kalecz? i zabijam.
Helga - Dlaczego Ogrodnik?
Jim - Bo kopi? i grabi?.

Joe (wynurza si? z zarośli) - Szalony Pączku... ajlowiu!
Szalony Pączek - Dzi?kuj?, ale teraz nie czas na mi?oś?.
Joe - Sory. (znika wśród zarośli)

S?o? - Tu to ja. S?o?.
Nel - S?o?? A dlaczego masz takie ma?e uszy?
S?o? - ?eby ci? gorzej s?ysze?!
Nel - A dlaczego masz takie ma?e oczy?
S?o? - ?eby ci? gorzej widzie?!
Nel - A dlaczego masz taki ma?y brzuch?
S?o? - Bo ma?o jem!

Rycerz - Na razie nie! ...Czy masz mo?e jakieś zdj?cie z wyglądem przedpaskudowym?
Królewna - Mam, nawet kilka. (prezentuje zestaw fotek, wykonanych aparatem BOBIK)
Rycerz - Faktycznie ?adniejsza.
Królewna - Nie, to nie ja. To smok! Ja tu jestem...

Rycerz - Nic to kogo obchodzi. Ty si? znasz na czarach, wi?c zmienisz jej wygląd na ?adniejszy!
Czarownik Zuzu - A jeśli nie?
Rycerz - To ja zmieni? twój wygląd, chocia? na czarach si? nie znam.

Panicz - Dziewczynko. Nie powinnaś tu sta? z zapa?kami. Zapa?ki w r?ku dziecka, to nie dla psa kie?basa!

Panicz - A we??e si? za durszlaki! Bez pracy nie ma ko?aczy! Pracuj i ucz si?, a ko?acz ci sam wyrośnie. Bąd? grzeczną.

Narrator - Za siedmioma górami, za siedmioma... a co tak blisko?!? Za siedemdziesi?cioma górami, za siedemdziesi?cioma rzekami ?y? sobie drwal z rodziną. Mia? drewnianą chatk? (sam zrobi?), mia? dwoje dzieci (sam zrobi?), mia? te? drugą ?on? (sam ją mia?).

Ostatni Czerwony Kapturek niós? w?aśnie ostatniej babci ostatnią kolacj?. Tu nale?y doda?, ?e kto zjada ostatki ten jest pi?kny i g?adki.

Czerwony Kapturek - Hej, dokąd idziesz w tej z?otej czapce?
Ksią?? - Id? poca?owa? brzydką ropuch?, ?eby zamieni?a si? w śliczną królewn?.
Czerwony Kapturek - O, wielką moc mają twoje poca?unki!
Ksią?? - W bajkach wszyscy tak potrafią.
Czerwony Kapturek - To poproś kogoś z bajki, ?eby ciebie te? poca?owa?!

Czerwony Kapturek - Pardąsik... czy my si? znamy?
Wilk - Ale? oczywiście! Ja jestem twoją babcią.
Czerwony Kapturek - Bez jaj! Nie wyglądasz jak babcia... dlaczego masz takie du?e z?by?... Dlaczego w ogóle masz z?by?!

Siostra pierwsza - Kopciuszek, ty brudasie!
Siostra druga - Ty kocmo?uchu!
Siostra pierwsza - Ty wsiórze!!!
Kopciuszek - Ale mi jest przykro...

Ochmistrz - Kiedy? on wróci?... Co dzie? b?d? stawia? kresk? na murze, co miesiąc krzy?yk, a na Mieczys?awa pó? litra... bo ja Mietek jestem.

Rycerz (przybywa) - Witaj królewno! Wiele dni w?drowa?em, wiele gór przeby?em, wiele dróg przeszed?em, przemierzy?em pó? świata.
Królewna - ...I co?
Rycerz - I coś mnie, kurcze, nogi bolą!

Bestia - Jestem Bestią! ?AAA?!!! ?A?!
Pi?kna - Jestem Pi?kna. Wow...

Gepetto - To jest w?aśnie Pinokio.
Pinokio - Chcia?em ci podzi?kowa? za to ?eś mnie tak ślicznie wystruga?!
Gepetto - Hm... taboret mi lepiej wyszed?...

Gepetto (zauwa?a, ?e Pinokio uciek?) - Pinokio! Wracaj do domu.
Pinokio - Spadaj!
Gepetto - Pinokio! Jestem twoim protoplastusiem! Miej odrobin? szacunku.
Pinokio - Odrobin? mam... Prosz? spada?!

Ja jestem raczej prelegentem, który ma wam wyjaśni? co, gdzie, kiedy i dlaczego. Wi?c wyjaśniam: bajki, tu, za chwil?, nie wiem!

Smok Wawelski - S?uchajcie król, ja myśla?em, ?e z wami mo?na po dobroci. Ale widz?, ?e si? nie da! Co wy król? W kulki ze mną gracie?! Stare baby podsy?acie?!
Król - Oj smoku, stare?! A ile ty masz lat?
Smok Wawelski - Jutro sko?cz? czterysta...
Król - No widzisz! Ostatnia nawet po?owy tego nie mia?a co ty!

Smok Wawelski - No to ja wam król poka??!
Król i Narrator i Król i Narrator i Król - Oj... (Król dobrze wiedzia?, co smok mu mo?e pokaza?!) O jak on mi strasznie poka?e! Oj, jak ja okropnie zobacz?!